Paweł Fertikowski: „U nas każdy może zdobyć dwa punkty albo dołożyć swoją cegiełkę do sukcesu”

You are currently viewing Paweł Fertikowski: „U nas każdy może zdobyć dwa punkty albo dołożyć swoją cegiełkę do sukcesu”

Od awansu do ćwierćfinału elitarnej Ligi Mistrzów minął nieco ponad tydzień. W obszernym wywiadzie dla Sportowych Faktów trener Paweł Fertikowski podsumował rywalizację z El Nino Praga oraz odniósł się do pierwszej części sezonu 2025/2026.

Redakcja PZTS: Orlen Bogoria jest w ćwierćfinale Ligi Mistrzów po dwumeczu, który pozytywnie zaskoczył waszych kibiców dysproporcją umiejętności między klubami.

Trener Paweł Fertikowski: Jestem bardzo zadowolony z jakości zaprezentowanej w obydwu spotkaniach, a szczególnie w rewanżowym w naszej hali. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani, skupieni i zmotywowani, a przy tym gotowi, dokładni i odpowiedzialni w grze. Wygraliśmy bardzo wysoko z dobrym zespołem, dobrymi czeskimi zawodnikami. A nie ukrywam, że zakładałem każdy scenariusz, nawet konieczność rywalizowania w golden score, czyli tzw. dogrywce. Moi tenisiści stołowi bardzo pozytywnie zaskoczyli w czwartkowy wieczór.

Rok temu mieliście tego samego rywala w 1/8 finału i wtedy „zapachniało” dogrywką. Po wyjazdowym zwycięstwie 3:1, u siebie przegrywaliście 0:1 oraz 0:2 w drugim pojedynku… Skończyło się ponownie 3:1.

Dlatego teraz nastawialiśmy się na bardzo wyrównany dwumecz. Tymczasem wygraliśmy dwukrotnie 3:0, tracąc zaledwie… dwa sety. Na przestrzeni 12 miesięcy rywale zmienili tylko jednego zawodnika, a ponownie wystąpili David Reitspies i Tomas Konecny.

Kto w pana drużynie poczynił największy postęp od zeszłorocznej potyczki z El Nino?

Ciężko wymienić jedną osobę, uważam, że wszyscy zawodnicy są coraz lepsi w wielu aspektach. A o tym, że idą do przodu świadczą właśnie takie rezultaty jak w Champions League.

W rewanżu wszystko poszło po myśli drużyny? Czy było coś, z czego nie był pan w pełni zadowolony?

Po takim spotkaniu nie zamierzam o cokolwiek się czepiać. Choć pewnie jakieś drobnostki bym znalazł, lecz to nie jest ważne w tym momencie. Jeszcze raz chcę pochwalić chłopaków za całokształt, za podejście do meczu i świetną postawę przy stole.

Jak procentowo rozkłada się wykonywanie zadań taktycznych i własna pomysłowość zawodników podczas gry?

Wszyscy jesteśmy na tyle elastyczni we wzajemnej współpracy, że czymś naturalnym i codziennym są rozmowy, omawianie szczegółów, dyskutowanie co będzie lepsze w danej sprawie itd. Oczywiście ostateczna decyzja należy do mnie, ale potrafię słuchać i wyciągać wnioski. Zresztą lubię, kiedy zawodnicy opowiadają jak widzą „to i to”… Na siłę też do niczego nie zmuszam, bo jeśli nie czują się na siłach coś wykonać w meczu, to przecież tego nie zrobią. Tak więc odpowiadając na pytanie, czasem jest to 50×50, niekiedy 60×40. Zostawiam sporo swobody do działania.

W niedzielę wieczorem obejrzy pan rewanż Orlicza Suchedniów z Sokah Hoboken. Lepsi będą waszymi rywalami w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Jestem na turnieju Grand Prix Polski seniorów w Krakowie. Zawody kończą się w niedzielne wczesne popołudnie, a po nich wracamy do Grodziska Mazowieckiego. I nawet jeśli nie zdążę obejrzeć spotkania „na żywo”, to na pewno odtworzę w późnych godzinach wieczornych. Już będę miał materiał do analizy. Komu kibicują? Sercem jestem za polską drużyną, więc niech wygra Suchedniów.

Taktyczne przygotowania do walki o Final Four rozpocznie pan jeszcze przed świętami? Czy będzie pan potrafił ten temat „schować” na tydzień?

Chciałbym w niedzielę „zamknąć” tegoroczny etap Ligi Mistrzów i na chwilę – w przerwie bożonarodzeniowej – oderwać się od pracy. Na pewno w głowie pojawią się myśli, co zrobić abyśmy byli silniejsi i dalej zwyciężali, ale odpoczynek też jest bardzo potrzebny. Po świętach na chwilę wyjeżdżam z rodziną.

W ostatnim czasie rozegraliście trzy mecze superligowe i jeden w Lidze Mistrzów, a pan miał do dyspozycji pięciu zawodników. Rotacja wyglądała tak, że najwięcej grał 45-letni Panos Gionis.

Chciałem, aby każdy miał pauzę w jednym spotkaniu, a wyszło tak, że Panos zagrał we wszystkich spotkaniach. Do jednego meczu pierwotnie był wyznaczony Miłosz Redzimski, lecz pojawiła się propozycja kilkudniowych treningów w bardzo mocnej grupie w Saarbruecken. Poleciał do Niemiec, a wrócił na Champions League. Raz odpoczywał Marek Badowski, zastępował go Michał Gawlas. W krajowej lidze rywalizował Jin Takuya. Bardzo dobrze zagraliśmy z Olesnem i Bytomiem. Szkoda porażki z Toruniem, nie zawsze da się jednak zwyciężyć.

Skąd Grek bierze tyle siły? Po meczach ma dłuższą regenerację, nazajutrz nie trenuje?

Wszystko zależy od tego, czy rozegra jeden czy dwa pojedynki. Jest bardzo świadomym tenisistą stołowym, który wie, ile musi włożyć pracy, by utrzymać się na tak wysokim poziomie w jego wieku. Dlatego sam siebie „dociska”, bo takie są potrzeby. Widzę jak trenuje, jak solidnie się przygotowuje. Czasem spędza na sali najwięcej czasu. To że jest profesjonalistą to jedno, a po drugie dla niego ten sport jest ogromną pasją. A każda kolejna wygrana mocno go nakręca.

Wracając do wyjazdu Redzimskiego do triumfatora Ligi Mistrzów, jak do tego doszło?

Miłosz otrzymał zaproszenie, a po konsultacji z trenerem reprezentacji Tomkiem Redzimskim zdecydowaliśmy, że warto pojechać. Miłosz bardzo liczył na wspólne treningi z Fan Zhendongiem, mistrzem i wicemistrzem olimpijskim, dwukrotnym mistrzem świata. Niestety, Chińczyk zachorował, ale byli inni bardzo dobrzy zawodnicy, do tego miał treningi z chińskim szkoleniowcem na wiele piłek.

Wrócił do Grodziska nieco jednak zawiedziony?

Może delikatnie, ale przecież zmiana otoczenia i rywali były pozytywnymi impulsami. Zauważyłem u niego pozytywne nastawienie, zaangażowanie, chęci i to pokazał w meczu z Tomasem Konecnym.

W Lotto Superlidze jesteście liderem, ale na pewno chcecie być jeszcze lepsi. Kogo z rywali, gdyby mógł pan zaprosiłby na wspólne treningi?

Wszyscy mają otwartą furtkę. W naszej superlidze jest wielu klasowych zawodników i wspólne treningi byłyby z korzyścią dla obu stron. Z leworęcznych chętnie widziałbym Vladislava Ursu z Olimpii Grudziądz, a z praworęcznych oczywiście Samuela Kulczyckiego i Kubę Dyjasa z Dekorglassu Działdowo. Ursu już u nas był, ale na zgrupowaniach kadry narodowej. Przyjeżdżał inny klasowy pingpongista Deni Kożul z Orlicza. Chętnie widziałbym również Taimu Arinobu, który kumpluje się z naszym Jinem Takuyą. Myślę, że w niedalekiej przyszłości warto zaaranżować przyjazd Arinobu na treningi.

Orlen Bogoria to jakość i równy skład, inni mając liderów i osoby do „pomocy”.

U nas każdy może zdobyć dwa punkty albo dołożyć swoją cegiełkę do sukcesu. Tak właśnie było w rewanżu z El Nino. A nawet gdyby ktoś miał słabszy dzień, to inni są w stanie w duecie sięgnąć po trzy punkty.

Kiedy wracacie do treningów?

Zaraz po świętach, najwcześniej Redzimski i Gionis, kilka dni później Badowski. My, tenisiści stołowi, nie przepadamy za długimi przerwami. Taka jest też specyfika naszej dyscypliny. Już 7 i 9 stycznia gramy mecze superligi, a 13 stycznia chcielibyśmy rozegrać pierwszy mecz w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Nie wiem czy to będzie możliwe, konieczne będą uzgodnienia z rywalami. Nam zależy na tym terminie, gdyż 14 stycznia Miłosz musi wylecieć na turniej Star Contender do Kataru.

Ewentualnie Miłosz Redzimski nie poleci do Azji?

Odpowiem tak: wystąpi w meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów bez względu na jego datę.

Na koniec pytania o FC Saarbruecken w składzie z Fan Zhedongiem, Moregardem, Franziską, Jorgiciem. To zespół wybitny. Do pokonania?

Trzeba próbować. Drużyna będąca potentatem z gigantami tenisa stołowego. Ale trzeba zauważyć, że Fan Zhedong poniósł już kilka porażek w lidze niemieckiej. Więc jeśli z nimi się spotkamy, czego sobie i zespołowi życzę, zrobimy wszystko, aby znaleźć sposób na graczy Saarbruecken. Ale nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość.

Źródło: sportowefakty.wp.pl