Marek Badowski: O niepowodzeniu w finale decydowały małe szczegóły

You are currently viewing Marek Badowski: O niepowodzeniu w finale decydowały małe szczegóły

Kapitan Orlen Bogorii w tym tygodniu kończy sezon indywidualny w zawodach WTT Contender w Zagrzebiu. W drugiej rundzie eliminacji pokonał Singapurczyka Izaaca Queka. Dziś o godzinie 13.30 zmierzy się z klubowym kolegą Panagiotisem Gionisem. Przed wylotem na Bałkany Marek udzielił sportowym faktom wywiadu, w którym odniósł się do ostatnich turniejów final four.

Redakcja: Powtórzyliście sukcesy z tamtego roku – srebro Lotto Superligi i brąz Ligi Mistrzów. Jak porównać te osiągnięcia?

Marek Badowski: Bardzo podobne, bardzo udane sezony w naszym wykonaniu. Z tym że do najlepszej czwórki w Europie awansowaliśmy wtedy po raz pierwszy. Więc to był sukces, jakiego wcześniej nie mieliśmy na koncie.

Satysfakcja z wyników, czy jednak ambicje były nieco większe?

Na lepszy rezultat liczyliśmy szczególnie w krajowych rozgrywkach ligowych. W Champions League zdawaliśmy sobie sprawę, że nawet będąc w super formie ciężko będzie o pokonanie FC Saarbruecken. Nie zmienia to faktu, że na turniej finałowy do Niemiec pojechaliśmy bardzo dobrze przygotowani, z wiarą i nadzieją, że dokonamy czegoś wręcz niemożliwego.

W półfinale LM było trudniej niż rok temu? Poprzeczkę wyżej zawieszono również w finale superligi?

Poprzednio graliśmy o finał z Borussią Duesseldorf, teraz z zespołem gospodarzy z Saarbruecken. Wyraźnie mocniejszym od Borussii. Dlatego szanse były mniejsze, choć nie wsłuchiwaliśmy się w takie opinie, starając się zrobić swoje najlepiej jak potrafimy. A co do finału Lotto Superligi, skala trudności z Dekorglassem Działdowo i The PLUGiN Olimpią Grudziądz była taka sama. To drużyny bardzo jakościowo, podobnie jak my, dlatego staraliśmy się przechylić szalę na swoją korzyść.

Co takiego potrafi Vladislav Ursu, że jest najlepszy w polskiej lidze?

Najkrócej mówiąc: potrafi grać w ping-ponga. Mołdawianin jest zawodnikiem nastawionym na bardzo agresywny tenis stołowy, dążącym do przecięcia warunków na stole od pierwszej do ostatniej piłki. Chce dominować z każdym rywalem. Potrafi grać bardzo mocno. I nie zwalnia ręki nawet w najtrudniejszych momentach pojedynków.

Miesiąc temu i pan, i Miłosz Redzimski przegraliście z nim single podczas drużynowych mistrzostw świata w Londynie. W Final Four superligi miał pan większe szanse?

Zdecydowanie tak, a dokładnie zabrakło mi kilku centymetrów do zwycięstwa 3:2. Przy 5:5 w piątym secie przestrzeliłem piłeczkę, jaką trafiłbym zapewne w ośmiu przypadkach na dziesięć. Akcję rozegrałem dobrze taktycznie i minimalnie się pomyliłem… To była gra na wysokim poziomie, jestem z niej zadowolony, lecz nie z końcowego wyniku. O niepowodzenia zadecydował mały szczegół.

Przed finałem z Olimpią sam pan zgłosił trenerowi chęć grę jako pierwszy przeciwko Ursu?

Trener Paweł Fertikowski decyduje o ustawieniu i taktyce, ale faktycznie wcześniej rozmawia z nami, zawodnikami. Powiedziałem, że jestem gotowy zmierzyć się z Vladislavem.

A dlaczego nie z Jakubem Dyjasem i Samuelem Kulczyckim w 1/2 finału?

Uznaliśmy, że skoro w zeszłorocznym finale z obydwoma przegrałem, a lepiej z nimi czują się Miłosz i Panos, to oni będą na pozycjach 1-2.

W ekipie z Grudziądza zagrali sami leworęczni pingpongiści. To duża trudność dla praworęcznych?

Uważam, że największym problemem była dyspozycja Vladislava Ursu i Parka Jeongwoo, a nie to, że grają lewą ręką. Zresztą podczas przygotowań trenowaliśmy z leworęcznym Konradem Kulpą, a przed DMŚ na zgrupowaniu w Kopenhadze mieliśmy kilku leworęcznych Duńczyków.

Rok temu The PLUGiN Olimpia Grudziądz była ostatnia w tabeli, teraz pierwsza. Duże zaskoczenie?

Przed sezonem nie powiedziałbym, że Olimpia sięgnie po tytuł. Wiedziałem, że będzie groźna i niewygodna, ale nie do tego stopnia, by zakończyć rozgrywki na pierwszej lokacie. Sądziłem jednak, że o medal powalczą.

Ponad dekadę temu był pan zawodnikiem Olimpii-Unii. Jak znalazł się pan w Grudziądzu?

Przechodziłem do Ośrodka PZTS w Gdańsku i otrzymałem propozycję gry w Grudziądzu. Dla młodego zawodnika to było dobre rozwiązanie. Z drużyną rezerw awansowaliśmy do 2 ligi, potem do 1 i… mi podziękowano. Byłem też wpisany do kadry superligowca, lecz nawet raz nie usiadłem na ławce Olimpii-Unii w najwyższej lidze.

Dla większości tenisistów stołowych sezon się zakończył. A dla pana?

Za kilka dni wyjeżdżam do Zagrzebia na turniej rangi Contender. Wystąpię w singlu oraz mikście z Zuzanną Wielgos. Liczyłem jeszcze na kwalifikację do zawodów Smash w Los Angeles, jednak zabrakło mi punktów rankingowych. Dlatego wcześniej nastąpi letnia przerwa.

Źródło: https://sportowefakty.wp.pl/tenis-stolowy/1254470/orlen-bogoria-powtorzyl-sukcesy-choc-ambicje-byly-wieksze